To był słoneczny, wiosenny dzień. Usiedliśmy z Przemkiem przy stoliku na Chmielnej, zamówiliśmy piwo z cytryną.

– Wiesz, mam pomysł na książkę – wymknęło mi się. Wcale nie zamierzałam tego powiedzieć. Po prostu tak wyszło.

– Opowiadaj – Przemek wiedział, że w takich przypadkach trzeba reagować szybko.

– No więc… – opowiedziałam mu całą historię.

– Ależ kochanie, to jest genialne!

– Mylisz się. Tysiące osób mają ten sam pomysł na książkę.

– Tak. Ale nikt z nich nie napisze tego tak, jak Niewińska.

Nie wiem, dlaczego to na mnie zadziałało. W jakiś sposób dotarła do mnie w pełni logika tego zdania, tak, jakbym tylko na to czekała. Tak, jakby ktoś, komu ufam, właśnie w tym momencie musiał zapalić dla mnie zielone światło. Zrozumiałam, że nie mam nic do stracenia – gdyby okazało się, że to coś, co napiszę, nie nadaje się do niczego, zwyczajnie mogę to wyrzucić do śmieci. Mój świat się od tego nie zawali, a spróbować warto.

Tego samego popołudnia, wracając z Warszawy do Poznania, układałam w głowie plan książki. Taki z grubsza, ale to mi wystarczyło, żeby zacząć. Wiedziałam, że w zasadzie umiem pisać. Jako nastolatka pisałam bajki dla dorosłych, a jako studentka pisałam opowiadania, które były publikowane w niszowych magazynach literackich. Miałam poczucie, że minimum warsztatu literackiego mam. W dodatku jeden z redaktorów owych magazynów nazwał moją prozę „realizmem zmysłowym” i zachęcał do dalszego pisania. To było moje paliwo do tworzenia, przelewania pomysłów na papier. Miałam poczucie, że także przy książce się to może sprawdzić.

 W tamtym czasie pracowałam dla agencji PR, więc pisałam popołudniami. Nie było to regularne pisanie, ale szło mi dobrze, więc pisałam dalej. Nie wiedząc, dokąd zaprowadzi mnie ta historia. Nie miałam planu książki, wiedziałam tylko z grubsza, co się w niej powinno wydarzyć, dokąd ta historia ma zaprowadzić czytelnika i kim jest jej bohaterka. Po jakimś czasie otworzyłam własną agencję PR, więc pisałam już tylko nocami. Musiałam pisać, żeby nakarmić artystkę w sobie i ją ocalić. Dla niej to była jedyna szansa przeżycia. A mi bardzo zależało na tym, żeby ze mną została. Bo pomimo wielkiego zawodowego sukcesu, czułam, że moja tożsamość artystki, pisarki jest najcenniejszym, co mam. Sukcesy zawodowe przeminą, pisarką będę zawsze.

Pod koniec 2009 roku ukończyłam pisanie książki, dałam jej tytuł „Kosowo” i zaczęłam szukać wydawcy. Od jednego usłyszałam, że książka jest ciekawa i chętnie ją wydadzą za dwa lata. Od drugiego, że książka jest zbyt ambitna i za dobra, więc mogę za nią co najwyżej dostać nagrodę literacką, ale na tym wydawnictwo nie zarobi. A rynkowy bestseller to nie będzie. W końcu przypadkiem znalałam niszowe poznańskie wydawnictwo, które postanowiło ją wydać i w kwietniu 2012 roku „Kosowo” oficjalnie pojawiło się w księgarniach.

Już wtedy miałam w głowie fabułę mojej kolejnej powieści oraz napisany jeden z jej rozdziałów. Ze względu na nadmiar zawodowych projektów, pisanie szło opornie. Pod koniec roku wyjechałam na wakacje do Andaluzji, z których nigdy nie wróciłam. Postanowiłam tam zostać, postawić wszystko na jedną kartę i zająć się na poważnie pisaniem. Pomiędzy układaniem sobie życia w nowym kraju, szkoleniami prowadzonymi dla międzynarodowych organizacji pozarządowych i życiem codziennym, powstała moja druga powieść, „Levante”. Premiera książki odbyła się w czerwcu 2015 roku. Kilka miesięcy później wyjechałam na Gran Canarię, żeby zadać sobie pytanie – kim jestem, czego chcę, jak ma wyglądać moje życie? Czułam, że cały czas to pisanie jest „na pół gwizdka”. Że praca zarobkowa mnie od pisania odrywa. Wtedy postanowiłam, że wykorzystam wszystkie moje zawodowe umiejętności i będę uczyć pisania książki. Po to, żeby moje życie zawodowe karmiło, inspirowało, rozwijało artystkę i pisarkę we mnie. 

Dzisiaj piszę trzecią powieść, prowadzę warsztaty pisania książki, grupy mastermind dla tych, którzy są w trakcie pisania książki, nagrywam podcast o pisaniu, recenzuję książki i przeprowadzam wywiady z pisarzami. Wszystko, co robię, dotyczy pisania. Czytam książki leżąc na plaży i słuchając szumu oceanu, myślę o moich bohaterach słuchając koncertu flamenco i rozmawiam o pisaniu z kim się da. Mocno wierzę w to, że historie potrzebne są światu. Wierzę też w to, że mam ich jeszcze wiele do opowiedzenia. 

@ Edyta Niewińska 2017 / Polityka Prywatności